Sojusz Lewicy Demokratycznej

Blogosfera

To materiał na "Ucho Prezesa"

Data dodania: 2017-02-28 14:00

Już słychać głosy, że wojewoda Władysław Dajczak może nazywać się różnie, ale napewno nie lubuski. (...) Cała sytuacja mogłaby posłużyć jako materiał do kolejnego odcinka kabaretowego cyklu "Ucho Prezesa" - pisze Tomasz Nesterowicz, zielonogórski radny SLD, o aferze związanej z przenosinami Izby Administracji Skarbowej z Zielonej Góry do Gorzowa. Województwo lubuskie jest małżeństwem z rozsądku, które połączyło Zieloną Górę i Gorzów. Nie ma co się oszukiwać, nie ma w nim miłości. U jego podstaw legło przekonanie, że może partnerzy nie są wymarzeni, ale razem łatwiej będzie iść przez życie i wspólnie nie grozi im marginalizacja. Ten rozsądek spowodował, że 25 lat temu zawarto „Umowę w Paradyżu", która stała się kamieniem węgielnym nowego województwa. Kompromis nie był wygodny dla żadnej ze stron, ale był respektowany. Zmieniło się to w ubiegłym tygodniu, kiedy do opinii publicznej dotarła informacja o planach zabrania z Zielonej Góry i przeniesienia do Gorzowa Izby Skarbowej. Było to kompletne zaskoczenie, bo nikt na ten temat nie rozmawiał z Zieloną Górą, nie prowadzono żadnych konsultacji i nie było żadnej merytorycznej dyskusji. Ktoś, gdzieś w Warszawie, w rządzie PiS-u wpadł na taki pomysł. Smaczku całej sprawie nadaje fakt, że w działania te zaangażowani byli członkowie administracji rządowej pochodzący z Gorzowa, co każe wątpić w ich bezstronność i profesjonalizm. Już słychać głosy, że wojewoda Władysław Dajczak może nazywać się różnie, ale na pewno nie lubuski, ponieważ w tej sprawie nie był mediatorem, a „stroną gorzowską". W wyniku interwencji posłów PiS Marka Asta i Jerzego Materny wydaje się, że pomysł przenosin nie zostanie zrealizowany. Cała sytuacja mogłaby posłużyć jako materiał do kolejnego odcinka kabaretowego cyklu „Ucho Prezesa"i byłoby z czego pośmiać się, gdyby nie to że jest ona sygnałem początku końca woli przestrzegania zapisów Umowy Paradyskiej. Gorzowscy politycy jednoznacznie pokazali, w jakiej części ciała mają umowę z Zieloną Górą. Dla nas jest to niebezpieczna sytuacja, bo gdyby doszło do przeniesienia Izby do Gorzowa, to mogłoby to spowodować efekt domina i przenoszenie kolejnych instytucji z Zielonej Góry do Gorzowa. W konsekwencji doprowadziłoby to do znikania miejsc pracy generowanych przez urzędy i sprowadziło Zieloną Górę z rangi jednej z dwóch stolic województwa do roli dużego miasta powiatowego. Byłby to proces nieodwracalny, w wyniku którego Gorzów stałby się jedyną stolicą województwa. Najwyraźniej czas małżeństwa z rozsądku dobiegł końca i wchodzimy z Gorzowem w etap walki. Próba pozbawienia partnera jego praw, podjęta przez Gorzów, w małżeństwie nazywana jest zdradą. Na razie zdrada z uwagi na szybką reakcję Zielonej Góry nie została skonsumowana. Niesmak jednak pozostał i przekonanie, że kolejna próba zdrady jest tylko kwestią czasu. Chyba, że w następnych wyborach parlamentarnych gorzowscy wyborcy postawią na polityków, którzy będą przestrzegać umów.

Zobacz profil polityka: Tomasz Nesterowicz

Komentarze